wylądowałaś/łeś na moim blogu. w sumie na jego początkach. zastanawiasz się chociaż co tutaj robisz? i po co czytasz te gówno, które właśnie leniwie pisze?
to mają być moje przemyślenia, coś na wzór pamiętnika lecz mniej osobiste to będzie.
jak każdy człowiek, pragnę się komuś "wygadać". inni mają od tego znajomych, ja mam klawiaturę, przy pomocy której przelewam swoje myśli na te pole.
oczywiście ja też mam "przyjaciół" i znajomych. tylko nie wiem czy mogę ich zaliczyć do tych prawdziwych i jedynych w swoim rodzaju.
chcę móc wyrażać tutaj swoją opinie na dane tematy, opowiedzieć trochę o moim życiu, o przeszłości i o tym co dzieje się teraz. chcę móc wylać cały swój żal, gniew i miłość z serca na ten blog. może wam się to wydać bez sensu bo i tak jest to anonimowe, ale chcę to wszystko wydusić z siebie, bo nie daje inaczej rady.
JA:
moje imię? Ita. trochę nie typowe, każdy tak mówi, ale mi się w sumie podoba. chyba jest to jedyna rzecz, którą w sobie lubię. jestem raczej zamknięta w sobie osobą, zawsze jestem cicho chyba że mam coś ważnego do powiedzenia. jasne, jak każda nastolatka, potrafię się bawić, szaleć i roić głupie rzeczy, ale tylko wtedy gdy jest na to czas i miejsce.
ONA :
moja jedyna "przyjaciółka". jej imię to Monika, jest szaloną nastolatką, wszędzie jej pełno i jej buzia nigdy się nie zamyka. na lekcjach ciągle z kimś gada i żartuje. często się chichocze, nawet gdy sytuacja wymaga powagi. dużo w swoim życiu przeszła jak na swój wiek i za to ją podziwiam, ale zachowanie jej wobec niektórych mogłoby być inne.
dziś już jest lepiej. a pomyśleć, że jeszcze 8 miesięcy temu miałam dosyć życia, płakałam po kątach i myślałam o samobójstwie. 8 miesięcy, przecież to było tak niedawno...
jeszcze wtedy mieszkał z nami ojciec. ale chyba tylko z litości mamy. mam do niego szacunek bo jest moim ojcem, ale nie wiem czy mu kiedyś wybaczę za to co robił, jak się zachowywał.
alkoholizm, tak teraz już wiem że to straszna choroba. zaczęło się to w sumie gdy byłam mała. miałam ok 5-7 lat gdy ojciec przychodził do domu pijany i wrzeszczał na mamę. dziś dziękuje tylko Bogu, że nie podnosił na żadne z nas ręki. później przez kilka następnych lat było lepiej, zaczął chodzić na AA i się leczyć. lecz koszmar znów się zaczął gdy wyprowadziliśmy się do innego kraju. 2 lata po przeprowadzce znów zaczął pić, stracił prace, napadli go, okradli. nie mieliśmy nic.
dziś już go nie ma. nie ma z nami. mieszka w innym kraju i rzadko utrzymuje z nim kontakt.
środa. najgorszy dzień jaki chyba może być. kiedyś by mi to odpowiadało ale mam ochotę zrobić coś innego w swoim życiu, poczuć, że jestem.
spanie do 11. ogarniecie neta. jakieś śniadanie. sprzątanie. krótkie spotkanie z kumpelą i dom. czy tak miało być? bo chyba nie tak sobie to wszystko wymarzyłam. ale jeszcze mam czas żeby to zmienić, dopiero zaczynam stawać na nogi po tych depresyjnych 8 miesiącach.
będzie lepiej, wierze w to, a wiara jest jedną z najważniejszych rzeczy na tym świecie.